Stowarzyszenie Podróżników "HORYZONT" w Sopocie
Start
Spotkanie podróżnicze 22.02.2019r. PDF  Array Drukuj Array
Wpisany przez admin   
sobota, 16 lutego 2019 19:46

W imieniu Stowarzyszenia Podróżników "Horyzont" zapraszam w dniu 22.02.2019 r (piątek).o godz.19:00 do "Naszej Szkoły" (Gdańsk ul.Ciołkowskiego 10) na relację Dariusza Bukowskiego; uczestnika ubiegłorocznych "Kolosów", z jego wyprawy motocyklowej po Australii i powrotu na motocyklu do Sopotu.
Wojtek Leszczyński

Darek pisze:

Wstań i Jedź

Dlaczego właściwie chciałem to zrobić? Od siedmiu lat myślałem o wyprawie na motocyklu w świat.  Wymówki nie pozwalały mi na realizację tego marzenia: praca, brak pieniędzy i sprzętu – to jedne z nich. A przecież marzenia się nie spełniają same, marzenia się spełnia! W pewien grudniowy poranek dostałem od mojego pracodawcy nie lada wyzwanie – zostałem wytypowany do zwolnień grupowych. Nie załamałem się, ale przypomniałem sobie myśl młodzieńczą o podróży i postanowiłem to wykorzystać. Myśl zmieniła się w krótkiej chwili w cel do zrealizowania. Jadąc do Australii na wizę work and holiday obiecałem sobie, że przejadę ją dookoła – ta koncepcja przestała być jednak dla mnie atrakcyjna. Szukałem wyzwania, pomysłu, który pozwoliłby mi poznać siebie i swoje możliwości – postanowiłem wrócić z Sydney do Polski na motocyklu. Od tej pory miałem cel, przez który nie mogłem spać, nie mogłem myśleć racjonalnie, nie mogłem już normalnie żyć. Jak nie teraz to nigdy! Sytuacja w pracy dodała mi siły, aby po prostu wsiąść i jechać. Plan był jeden: dotrzeć na przystanek Woodstock na dwóch kołach. Planowanie mojej podróży rozpocząłem od nakreślenia linii na mapie wyznaczającej trasę, którą zamierzałem jechać. Pomyślałem: tak! To będzie moja trasa! Jakież było moje zdziwienie, gdy jeden ze znajomych zapytał czy w ogóle mogę wjechać do tych krajów… Trasę musiałem zmieniać kilkukrotnie ze względów prawnych, a na dwa tygodnie przed planowanym wyjazdem agencja, która zobowiązała się zorganizować mi pozwolenie na wjazd do Chin, wycofała się. I to spowodowało, że dwa miesiące planowania musiałem wyrzucić do kosza. Zwątpiłem w sens tej podróży, ale przecież to było to o czym marzyłem od tylu lat! Już byłem tak blisko wyjazdu, a jednocześnie jak nigdy czułem się od niego tak oddalony emocjonalnie. Prócz wiz, linii na mapie i pomysłu na kolejne kilka dni nie zaplanowałem niczego więcej.

Nie pozostało mi nic innego jak… wstać i jechać.

Dzięki licznym ludziom, którzy oferowali mi swoją pomoc podczas tej wyprawy, nie oczekując niczego w zamian, zrozumiałem co mieli na myśli Aborygeni mówiąc o bezinteresownym dawaniu. Teraz doskonale rozumiem jak ważne jest, aby dawać innym coś od siebie.

Poprawiony: sobota, 16 lutego 2019 20:19
 

Fotomigawki

pa018696_1200x675.jpg

Działamy...

Reklama
Reklama